Yoonseok Lee


Imię: Yoonseok
Nazwisko: Lee
Wiek:21 lat
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny
Sympatia: Nie ma żadnej sympatii, a o to, aby się zakochał jest ciężko
Aparycja: Podobno wygląd bruneta należy do tych, które są nazywane dziecinnymi przez swoją twarz, która i tak wygląda w ten sposób w zależności od sytuacji. Sam ten fakt również sprzecza się z tym, jak dobrze zadbana i wysportowana jest jego sylwetka. Liczy on sto siedemdziesiąt osiem centymetrów, którym towarzyszy waga licząca sześćdziesiąt pięć kilogramów. Nie brakuje zarysu mięśni na rękach, nogach oraz brzuchu.
Mające, teraz, brązowy kolor włosy utrzymywane są przy krótkim ścięciu, które Lee lubi i nie zamierza zmieniać, ignorując przezwiska takie jak "coconut head". Oczy kolorem wiele się nie różnią, a te akurat go nie zmieniają, wiecznie mając czekoladowe tęczówki. Cechą charakterystyczną Yoonseok'a są jego zęby, królicze zęby, które również czasami przywołują różne pseudonimy, ale jego zdaniem są one na swój sposób urocze, więc przeszkodą dla niego nie są. Jego uszy są przekłute po trzy razy każde, ale często i tak nosi jedną parę kolczyków, chyba, że go natchnie na więcej, za to z faktem, że używa makijażu się nie kryje. Jest to jednak jedynie podkład, który i tak używany jest rzadko, oraz eyeliner do podkreślenia swoich oczu. Wracając do biżuterii, korzysta również z bransoletek czy pierścionków, z reszty dodatków już rzadziej.
Ubiór Lee jest dość różnorodny. Raz ubierze zwykłe jeansy, białą bluzkę oraz jakieś dopasowujące się buty, a kiedy indziej spędzi trzy razy więcej czasu przed szafą, aby wszystko idealnie do siebie pasowało i różniło się od reszty znajdującej się na ulicy i w jego codzienności. Co udaje mu się coraz częściej ze względu na pomoc jednej ze współpracownic w sklepie, która najwidoczniej ma w sobie na tyle chęci, aby męczyć się z takim człowiekiem jak Yoonseok w sklepach.
Charakter: Yoonseok to osoba, która będzie się starała, aby być wiecznie wesołą i mieć dobry humor. Oraz dbająca, aby najbliżsi mu również takie samopoczucie mieli. W ten sposób ciężko zauważyć towarzysząca brunetowi nerwowość w niektórych sytuacjach oraz jego brak wiary w jego samego siebie i ogólnie niską samoocenę, która spowodowana jest przez to, że za każdym razem jak coś zrobi, uważa ze mógłby zrobić to lepiej. Nie bierze drobnych przezwisk czy wyzwisk do siebie, choć czasami potrafią one mocno naruszyć jego pewność siebie, na przykład względem wyglądu. Najmocniej działają na niego jednak komentarze w stronę jego umiejętności. Jest bardzo niepewny tego, że cokolwiek potrafi, choć gdzieś tam wie, że zdolności ma. Przez jednak negatywne i zle wpływające na niego opinie, spada jego pewność coraz niżej. Potrafi przyjąć krytykę, ale taką, która ujęta jest w odpowiednich słowach, a nie specjalnie skierowana w taki sposób, aby doszczętnie zgnębić i zranić Lee jak i kogokolwiek innego. Azjata ten jest również osobą bardzo ambitną, która nigdy nie powie sobie "Tak właśnie miało być", a raczej zawsze znajdzie coś, co nie pasuje i będzie próbować dalej, aby dotrzeć do perfekcji.
Brunet ma problemy z zaufaniem komuś oraz przywiązaniem się do innych. Niezbyt dotkliwie został parę razy wykiwany przez osoby, które miał za znajomych, więc teraz woli nie ryzykować swojego stanu i może spędzać dużo czasu z nieznanymi mu ludźmi, ale trwać może to długo a on wciąż będzie niepewny co do ich zamiarów, celi. Jednak jak już je zdobędziesz, wiedz że jest on wsparciem na każdy moment i na ślepo pójdzie gdzie chcesz. Chyba, że samo w sobie brzmi bardzo niebezpiecznie czy idiotycznie, to wtedy powstrzyma i siebie, i towarzysza. Lepiej go w takim układzie nie zranić, zdradzić, ponieważ Lee jest pamiętliwy. Jak będzie mógł i zbierze się na tyle w sobie, wykorzysta to w jakiś sposób przeciwko tobie, a odzyskanie zaufania z powrotem jest rzeczą mało prawdopodobną. Mało, zawsze coś można jeszcze naprawić.
Cechą, której w dużym stopniu się wyzbył, jest silna uczuciowość, a szczególnie płaczliwość. Będąc w okresie szkolnym, wystarczyła najdrobniejsza rzecz, a reakcja bruneta była trzy razy mocniejsza niż powinna. Nie obyło się bez wyzwisk jak beksa czy inne, ale starał sie je ignorować, co było ciężkie gdy nawet najbliższe osoby w chwili załamania potrafiły tak mówić. Teraz spotkanie go płaczącego publicznie teraz jest wręcz niemożliwe, co innego w domu. Normalnie poszedłby spać wcześniej i zapomniałby o wszystkim, ale ze względu na bezsenność nie ma takiej możliwości, a jest jeszcze trochę większym problemem. Aby odwrócić swoją uwagę, spędza czas najczęściej w internecie, na różnych forach czy chatach. 
Rola: Mieszkaniec
Praca: Kasjer w supermarkecie
Głos: Kliku kliku
Umiejętności: Umiejętności muzyczne, głównie śpiew się go trzymają. Kiedyś również umiał grać na skrzypcach, ale po ukończeniu szesnastu lat postanowił to sobie odpuścić, za to tańca nigdy nie odrzucił, czerpiąc z niego równą przyjemność jak ze śpiewu, choć nigdy nie robi tego publicznie.
Dodatkowe informacje:
• Ma wyjątkowo słabą głowę do alkoholu, nietrudno go upić
• Ze względu na jego pochodzenie, gdzie było od groma mew, sam bywa tak przezywany
• Zawsze chciał mieć kota, ale sam nie potrafi czasami zadbać o siebie samego, więc wie, że ze zwierzęciem tym bardziej by sobie nie poradził
• Często jego jedynym daniem jest zupa błyskawiczna na obiad i kolację, ze względu na marne umiejętności kucharskie
• Będąc jeszcze w szkole często był wysyłany na sztafety czy biegi krótkodystansowe, ze względu na jego dobrą kondycje i szybkie tempo
• Dodatkowym dochodem są comiesięcznie wysyłane pieniądze od rodziców, nie jest to duża kwota, ale zawsze coś mu dodaje do konta bankowego
• Cierpi na bezsenność, co kończy się chwilami mniejszym skupieniem w trakcie pracy, ale nikt nie zwrócił na to zbytnio uwagi
Kontakt: 육군. (howrse.) apolacola@gmail.com (email.)

Colin Willey


Imię: Colin
Nazwisko: Willey
Wiek: 18 lat
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Biseksualny ( Nadal sam siebie poznaje )
Sympatia: Brak
Aparycja: Colin jest młodym chłopakiem o przyjemnym dla oka wyglądzie. Ma bardzo piegowatą cerę oraz szaro-zielone oczy otoczone ciemnymi rzęsami. Jest brunetem a jego włosy podkręcają się bezustannie. Stara się wyrabiać mięśnie, ma ładnie zarysowany brzuch natomiast nie posiada pokaźnego umięśnienia. Ubraniami stara się raczej zakrywać- nie na odwrót.
Charakter: Willey to typ człowieka który co do wszystkiego ma swoje własne przekonania, bardzo trudno wpłynąć na jego opinię. Twardo stąpa po ziemi, broni się niczym nie zdobyta forteca. Jest zgryźliwy i upiera się przy swoim. Nigdy nie lubił dużych grup, stara się trzymać od nich z daleka. Na ogół jest życzliwą i pomocną osobą, jest bardzo przywiązany do swojej rodziny. Jest opiekuńczy, wierny i odpowiedzialny- a przynajmniej się stara. 
Rola: Mieszkaniec
Praca: Uczy się pracy w kwiaciarni
Głos: Sam Tsui
Umiejętności: Dobrze idzie mu zajmowanie się dziećmi- mógłby być sukcesywną przedszkolanką. Jest psiarzem więc zajmowanie się czworonogami również można zaliczyć do posiadanych przez niego umiejętności. "Dzięki" przewrażliwieniu jego rodzicielki opanował też sztukę samoobrony.
Dodatkowe informacje: 
* Jego hobby to łyżwiarstwo szybkie
* Dużo biega, głównie by "oczyścić umysł"
* Posiada 3 kundelki przygarnięte z ulicy
* Lubi książki i seriale o tematyce postapokaliptycznej
* Po stracie ojca jest głową rodziny, czuje obowiązek opieki nad matką i siostrą
Kontakt: War_Child

Od Elisabeth CD Toby/Carmine

Pożegnałam się z Carmine, dziewczyna szybko się ode mnie oddaliła, a ja zostałam jeszcze chwilę pod klubem, by mu się przyjrzeć. Nigdy wcześniej nie byłam w tym miejscu, do tej pory wydawało mi się, że znałam wszystkie kluby i inne tego typu miejscówki w mieście. Albo musiałam się mylić, albo dopiero niedawno go otworzono. Z tablicy znajdującej się przed klubem dowiedziałam się, że otwierają go o godzinie 20, a zamykają o 6 nad ranem. Ciekawe. Pewnie w nocy dzieją się tu tajemnicze rzeczy, być może jest to miejsce, będące siedzibą stowarzyszenia morderców, o którym nie wiem, lub najzwyczajniej w świecie jest to miejsce do rozrywki dla zwykłych, imprezowych nastolatków. Byłam już naprawdę zmęczona. Wróciłam do mojego mieszkania i poszłam spać. Następnego dnia chciałam przyjść do klubu się trochę pobawić, a przy okazji zapoznać się z ludźmi wybierającymi takie miejsce jak to.

Koło godziny 19 zaczęłam się szykować. Założyłam sukienkę z dekoltem sięgającą do połowy ud, była ona czerwona. Do tego buty na małym obcasie i oczywiście czarna, skórzana kurtka. Dzięki temu strojowi wyglądałam jak zwykły mieszkaniec, ale jednocześnie mogłam tak ukryć moją broń, by nie było jej widać. 
Na miejscu byłam koło godziny 21, które już tętniło życiem, co oznaczało, że pewnie potem będzie jeszcze więcej ludzi. Podeszłam do baru i zamówiłam sobie frytki, które ku mojemu zdziwieniu tak samo jak herbata były w menu. Oczywiście ten napój także znalazł się w moim zamówieniu. Usiadłam przy jednym z wolnych stolików, na dużej kanapie. 
Ludzie kręcący się w tym klubie byli dość specyficzni. Dużo starszych żonatych panów, których twarze kojarzyłam z polityki i nie tylko, zabawiało się z młodymi dziewczynami. Nawet do mnie podeszło kilku takich delikwentów, ale ich wszystkie „propozycje” odrzucałam. Oprócz nich, w klubie znajdowało się sporo młodzieży poniżej 25 roku życia. Byli oni skupieni w grupach lub parach, ale raczej każdy miał swojego towarzysza. Pewnie tylko ja byłam tu sama; musiałam wyglądać dość groteskowo jedząc w samotności frytki i popijając herbatą zamiast alkoholem, którego szczerze mówiąc nie znosiłam. 
Moją uwagę zwróciła grupka osób, która przyszła do klubu koło 22.30. Część z nich była już nieźle podpita, ale widać było, że nieźle się bawili. Większości z nich nie dałabym nawet 18 lat. Najciekawszy z nich wszystkich wydawał się ich prawdopodobnie lider. Wyglądał na dorosłego, ale wątpiłam, by był od swoich towarzyszy dużo starszy. Był dość wysoki, miał ciemne oczy i włosy zaczesane do tyłu, a jego koszula była rozpięta i odsłaniała jego klatę. Grupa usiadła przy stoliku niedaleko mnie, a ja zauważyłam, że ich lider zaczął mi się przyglądać i że łapał ze mną ciągle kontakt wzrokowy. Musiał uznać to za zachętę, bo dziarskim krokiem podszedł do mojego stolika, usiadł obok mnie przy okazji kradnąc i zjadając jedną z moich frytek. Potem położył swoją prawą rękę na oparcie siedzenia, na którym siedziałam, co wyglądało tak, jakby mnie obejmował. 
- Cześć, maleńka – przywitał się ze mną. Miał naprawdę miły glos. – Jak się nazywasz? – spytał. 
- Hej. Możesz mówić mi Elly – postanowiłam udawać zainteresowaną tą znajomością, więc uśmiechnęłam się najbardziej uroczo jak potrafiłam. A co było moim celem w tej znajomości? Zwykła ciekawość. -A jakie jest twoje imię? - nie pozwoliłam mu dokończyć.
Odwróciłam się w jego stronę i swoją prawą dłonią dotknęłam jego prawego policzka, a następnie zaczęłam zjeżdżać coraz bardziej w dół. Najpierw była szyja, potem klatka piersiowa i na koniec brzuch. W oczach chłopaka pojawiły się ogniki, a na jego twarzy zawitał uśmiech satysfakcji i pewności siebie. 
Skóra chłopaka była miła w dotyku, wręcz za bardzo. Miał kilka małych blizn, które udało mi się wyczuć. Po spojrzeniu w jego oczy byłam niemal pewna, że jest młodszy ode mnie, że podobnie jak jego towarzysze nie osiągnął jeszcze pełnoletności. Jak się myliłam- to trudno, ale w ocenianiu wieku rzadko zdarzało mi się mylić.
-Toby – przedstawił się. 
Powróciłam do mojej poprzedniej pozycji. Złapałam kubek z herbatą.
- Młodzik. – powiedziałam bez cienia uczuć w głosie, bardziej do siebie niż do niego i wpatrując się w pustą przestrzeń przede mną, wypiłam ostatni łyk herbaty.

<Toby?>

Od Sol CD Nicholas

Zostawił mnie samą we własnym mieszkaniu. To zaufanie, czy bezmyślność? Miałam nadzieję, że jednak mi ufa...
Siedziałam na kanapie, zastanawiając się nad tym i pijąc gorące kakao. Wreszcie, kiedy kubek był pusty, wstałam i zaczęłam oglądać jego trofea na półkach. Wzięłam, wrzeźbioną z drewna głowę kobiety, wielkości dłoni. Była piękna. Spojrzałam na inne figurki. Mężczyzna, sowa, pies, modliszka. Na końcu był nóż, ale tym razem prawdziwy. Wzięłam go, kawałek drewna i zaczęłam skrobać.


Po trzydziestu minutach, wszedł Nicholas. Spojrzał na mnie i na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Pewnie sądził, że pójdę do domu, ale rzeźbienie było naprawdę wciągającym zajęciem.  Wstałam i pokazałam mu moje "dzieło". Miała to być żmija, ale chyba nie miałam do tego talentu.
- Czy to jest gówno? - zaśmiał się chłopak
- Właściwie to miał mi wyjść wąż...
- Prawie ci się udało...

<Nicholas? #brakweny>

Od Toby'ego

Obudziłem się. Obok mnie spała moja, kolejna dziewczyna na jedną noc. nie byłem nawet pewien, jak miała na imię. Annie? Nie. Ona była poprzednio. Nie ważne, jak się nazywała. I tak zaraz zginie. 
Korzystając z tego, że jeszcze spała, poszedłem zjeść śniadanie. Miałem duży, własny dom, oczywiście od starych.
Wziąłem dwie kromki chleba tostowego, włożyłem ser miedzy nimi i kanapka wylądowała w opiekaczu. Czekając na tosta, usiadłem przy stole i zacząłem przeglądać Instagrama.
- Witaj - usłyszałem z końca jadalni. Oczywiście to moja kochanka.Wstałem, żeby wyjąć kanapki swoim największym nożem.
- Cześć - powiedziałem gryząc grzankę.
- Czy mam po tej nocy, rozumieć, że jesteśmy oficjalnie razem?- spytała zadowolona dziewczyna.
Podszedłem do niej powoli, szczerząc się i ją przytuliłem.
- Oczywiście. Póki śmierć nas nie rozłączy - zaśmiałem się i spojrzałem jej w oczy. Widać w nich było strach, ale na twarzy nadal widniał uśmiech. Uwielbiałem patrzeć w oczy swoich ofiar. Podniecało mnie to. To przerażenie, kiedy dowiadują się, że zaraz zginą. Patrzyłem jeszcze chwilę, mocno ją trzymając i wreszcie wbiłem jej nóż w plecy. Wzięła głęboki, szybki oddech i opadła w moje ramiona. Wyjąłem ostrze i lekko odłożyłem ciało na podłogę. Usiadłem przy stole, aby skończyć kanapkę, jednak od razu zadzwonił dzwonek. Skierowałem się do drzwi i spojrzałem przez wizjer. Oczywiście to moja ekipa.
- Chwila! - krzyknąłem i poszedłem posprzątać, po morderstwie. Umyłem ręce po krwi, schowałem ciało do schowka i zadzwoniłem do sprzątaczki.
- Halo? - usłyszałem z słuchawki.
- Pani Camb, przyjdzie dziś pani?
- Znowu miał pan krwotok?
- Tak... Okropna choroba...
- Dobrze, przyjdę.
- Klucze pod wycieraczką - oznajmiłem pod koniec i poszedłem do paczki.

<Chciałby ktoś?>

Od Carmine CD Amin /możliwa treść +18\

- Choooodź, kotku... - złapałam go za poły koszuli i pociągnęłam do góry. Udało mi się znów usadzić go na łóżku, tak, że nie mógł mi już uciec. Mogłam teraz spokojnie działać.
Szybo i sprawnie pozbawiłam go ubrania powyżej pasa. Znów wpiłam się w jego usta, by zapobiec ewentualnym protestom.
Usiadłam na jego kolanach, przyciskając się do jego ciała. Czułam, że już na niego działam...
- No i co, nie jest tak strasznie, nie? - zamruczałam. - Nie trzeba było się tak opierać...
Nachyliłam się nad jego uchem i złapałam za nie zębami. Lekko za nie pociągnęłam, jednocześnie rozpinając jego spodnie.
Zachowywał się strasznie biernie... Nie lubię tak.
Złapałam jego dłonie i położyłam na swoim brzuchu, i przesunęłam wyżej, na piersi. Sama zaczęłam błądzić dłońmi po jego torsie, próbując skłonić go do działania, co szło opornie. Wreszcie po prostu pociągnęłam go na siebie, lądując na plecach. Wisiał teraz nade mną, jedną ręką opierając się o materac, a drugą wciąż trzymając na mojej piersi. Nie wyglądał już na tak przerażonego jak na początku.
Oplotłam go nogami w pasie, jednocześnie stopami ciągnąc za jego spodnie, z zamiarem ściągnięcia ich.
Gdy zimną stopą dotknęłam jego teraz już wyeksponowanego pośladka, drgnął. Do tego, wyraz strachu w jego oczach zastąpiła iskra...
Przyciągnęłam do siebie jego twarz, całując go ponownie. Odwzajemnił to, wreszcie. Jego palce na moim ciele też zaczęły nieśmiało ożywać, mrrr...

< Amin? >

Od Amina CD Carmine

Szybko zwinąłem się z łóżka.
-Widzi Pani...Bo ja nie jestem zainteresowany taką relacją.-Odparłem szczerze wstając. Nalałem sobie jeszcze wina. Kiedy się odwróciłem już stała za mną. Podałem jej kieliszek i szybko umknąłem na bok-Rozumie Pani, ja po prostu zostałem, hm... Wrobiony w to spotkanie. Cieszy mnie widok Pani wdziękòw, nawet trudno oderwać od nich wzrok...-Znów się do mnie zbliżała.-... ale ja nie skorzystam z Pani usług. Bardzo dziękuję za fatygę, ale no niestety. Ja nie skorzystam.-Odwróciłem się do niej plecami w celu wyjścia z pokoju kiedy poczułem jej ramię na wysokości swojego pasa. Zanim zamknęła mnie w swoim uścisku wykręciłem się tanecznym krokiem i spojrzałem na nią szybko. Chyba ją to bawiło. Mierzyłem ją wzrokiem robiąc spokojne i powolne ruchy w tył. Jakbym spotkał dzikie niebezpieczne zwierzę. Zaczęła iść w moją stronę będąc krok przede mną. Zaczął się taniec.. W końcu znowu wylądowałem na łóżku a ona szybko usiadła mi na nogach odkrywając ramiona.
-Więc jednak nie jestem taka ładna skoro śliczny książę mnie unika.
-To nie tak, ja wcale... Czy może Pani ze mnie zejść, nie życzę sobie aby naruszała Pani moją przestrzeń osobistą.
-Co tak oficjalnie książę, jestem Carmine.-Przedstawiła się pochylając się do mojego ucha. Chciałm ją od siebie odsunąć i niefortunnie złapałem ją za jej biust.-Mmm, moje imię Cię tak zachęciło?-zaśmiała się uroczo. Szybko wziąłem się w garść i zepchnąłem ją łagodnie ale stanowczo. Usiadłem na skraju łóżka koło szafki nocnej i przeczesałem włosy palcami. Usłyszałem szelest szaty i ruch na łóżku. Kiedy się odwróciłem leżała nago machając jedną nogą lekko. Z wrażenia spadłem z łóżka co skomentowała cichym śmiechem.
-Co Pani robi?!
-Carmine, nie Pani.-Poprawiła mnie.-Rozluźnij się i poddaj swoim zmysłom. Wiem, że chcesz mnie dotknąć, więc chodź i nie wahaj się już dłużej.-Odwróciłem wzrok, jest kobietą a ja obcym mężczyzną. Usłyszałem jak porusza się na łóżku i odwróciłem wzrok zaciekawiony. Złączyła nasze usta w namiętnym pocałunku. Zaskoczony poddałem się jej jak lalka. Co się dzieje...?

< Carmine? >

^