Od Carmine

Zakładałam na siebie pokrwawioną sukienkę. Na stoliku obok mnie leżał błyszczący szkarłatnie kawałek szkła, a na łózku za mną wciąż ciepłe ciało. Mała lampa oświetlała groteskowe cięcia i głębokie rany na jego skórze, pasujące idealnie do rozmiarów szkiełka.
Sam sobie zasłużył. Zranił mnie, bo nie chciał płacić. Przyłożył mi to szkło do szyi, a zadrapanie nawet nie krwawiło, ale bolało. Długo i mocno wbijałam w niego szkło, aż zdechł.
Gdy skończyłam się ubierać zaczęłam przeszukiwać jego rzeczy. Mrrr, gruby portfel. Jemu się już nie przyda.
Wyszłam z pokoju, który najwyraźniej służył temu ścierwu jako miejsce schadzek. Księżyc stał wysoko, a moje ubranie kwitło czerwonymi kwiatami, więc skierowałam się do mojego ukochanego mieszkania. Na dzisiaj koniec roboty.
W domu od razu wrzuciłam sukienkę do miski z wodą i odplamiaczem. Nago zaczęłam szukać jedwabnej halki, której używałam do spania. Gdy wreszcie się znalazła, a leżała iście utopiona w falbankach kapy zakrywającej potężne łóżko.
Wzięłam długi prysznic. Rozpuściłam włosy i dokładnie je umyłam. Potem jeszcze przez długi czas je suszyłam i czesałam, wreszcie założyłam halkę i rzuciłam się na łóżko. By zasnąć potrzebowałam tylko kilka sekund.

Wstałam po poludniu. Uszykowałam się, splotłam włosy, porządnie ubrałam i wyszłam coś zjeść.
Pieniędzy mialam dość, a nawet więcej. Meble kupowałam jak najlepsze, niektóre suknie miałam szyte na miarę. Takie życie mi odpowiadało.
Wstąpiłam do jakiegoś lokalu, restauracji czy czegoś takiego...

< Ma ktoś ochotę kontynuować? >

Carmine Antrees



Imię: Carmine

Nazwisko: Antrees
Wiek: 25
Płeć: Kobieta
Orientacja: Heteroseksualna
Sympatia: Hah, nawet na to nie liczy
Aparycja: Carmine zdaje się być delikatną istotką, łagodną i wymagającą opieki. Lecz czy istnieje coś bardziej mylnego? 
Nie jest jakimś krasnalem, ma prawie 170 cm wzrostu i waży mniej więcej 68 kg. Figurę ma zgrabną, kończyny długie. Ciemne oczy, regularne rysy twarzy i zmysłowe usta sprawiają, że jest bardzo pociągająca. 
Jej największym atutem są włosy. Piękne, gęste, o niesamowitej długości. Nigdy nie nosi ich całkiem rozpuszczonych, bo ciągną się po ziemi. Czarne o kasztanowatym połysku falowane kosmyki spina w kunsztowny kok bądź gruby warkocz. 
Ubiera się w stylu wiktoriańskim, w zdobione falbanami suknie. A bielizna.... Tylko gdy jej się chce. 
Charakter: Gdy ma się miły wygląd, powinno się mieć pasujący do niego charakter, przynajmniej na pokaz. Zazwyczaj nie ma zbyt dużego kontaktu z ludźmi, ale gdy wieczorami i nocami pracuje, staje się chodzącym pożądaniem. Kusi, kłamie i wyłudza od rozanielonych klientów ogromne kwoty, i to bez żadnych skrupułów. A i czasem jej klienci tracą nie tylko duże kwoty, ale też całe portfele bądź nawet życie, jeśli Carmine ma taki kaprys. 
Jej prawdziwe oblicze zostało zniszczone gdy miała zaledwie 16 lat. Zgwałcona i zmuszona do pracy w burdelu przestała być łagodną i nieśmiałą dziewczynką, marzącą o wielkiej miłości. Czy kiedykolwiek odzyska te marzenia, nie wie nikt. 
Rola: Morderca 
Praca: Praktykuje najstarszy zawód świata.. Jest prostytutką. łoł
Głos: Karliene
Umiejętności: Potrafi zabić za pomocą praktycznie wszystkiego, wspaniale uwodzi mężczyzn, świetnie udaje
Dodatkowe informacje: Bardzo lubi słodycze...
Kontakt: nemidith@gmail.com, Afryka

Od Luciel'a CD Ran

Spotkanie z dziewczyną było dość... Interesujące. Spojrzałem na wycieraczkę i wytarłem w nią mokre buty. Niech czyta mokre, kij mnie to. Kiedyś i jego w końcu zabiję. Mmm, ważne mięsko. Uśmiechnąłem się pod nosem i wróciłem do domu.

-Dzień dobry mój skarbie, już się wyspałam?-podniosłem kota i przytuliłem go do siebie. Pomiziałem ją chwilę i zabrałem do kuchni.-Mam tuńczyka, będziemy jeść, co?-Zaskoczyła lekko na ziemię i nałożyłem jej do miseczki większość ryby. Resztę puszki wsypałem do miseczki z ryżem i kukurydzą. Wyciągnąłem bułkę i usiadłem na blacie. Zaczęliśmy razem jeść w ciszy. Myślałem o tej dziewczynie, kim ona była? Dowiem się tego i ocenie czy warto trzymać ją przy życiu. Miała ładne ocz... Już wiem!
-Lusia zrobimy sobie małą sesję? Porobię Ci zdjęcia w czaszce! Co Ty na to malutka, zrobimy nowe legowisko? No tak piękna, wyczyścimy, przygotujemy do użytku i wyłożymy może czymś miękkim. Będzie ślicznie. A jak Ci się nie spodoba to wyrzucę i przyniosę Ci wiklinkę-Pozostałą część dnia spędziłem na czyszczeniu czaszki i przygotowywaniu w niej legowiska.

Pod wieczór wyszedłem z domu z nożem schowanym w kieszeni i tabletkami gwałtu schowanymi w skarpecie. Moją uwagę przykuła restauracja. Miałem inne plany, ale widok smacznych potraw skusił mnie aby tam wejść. Przy katedrze zobaczyłem tą dziewczynę. Wycofałem się prędko i poszedłem na tyły restauracji. Czekałem aż zamknie. Długo czekałem...

Kiedy w końcu wyszła złapałem ją szybko i przyparłem do muru.
-No cześć-uśmiechnąłem się zbliżając usta do jej ucha-Może przyjdziemy się na spacer.-To bicie serca, jak u koliberka. Wspaniałe, cudowne. Wyciągałrm nóż i przejechałem po jej ramieniu; od palców dłoni do barku. Trzymałem ją wciąż przy murze silnym uściskiem za ramię.

<Ran?>

Od Ran CD Luciel


Puk, puk! Co? Podniosłam głowę znad książki i spojrzałam w dół. Siedziałam właśnie na drzewie pilnując domu burmistrza. Chociaż chyba nie domu, a poczty... Zresztą nieważne. Przed drzwiami stał jakiś młody chłopak, szatyn jakieś 17-18 lat. Trzymał paczkę listów i jakąś siatkę z zakupami. Zeskoczyłam lekko z drzewa. Znaczy się - lekko jak na mnie. Chłopak odwrócił się zaskoczony. Wytrzepałam się i spojrzałam na niego.

- Burmistrza nie ma. - powiedziałam. Jakiś niesforny kosmyk opadł mi na czoło.
- Ale... Ja mam listy i... - było widać, że moja wypowiedź wytrąciła go z równowagi. O święta Celestyno, miej mnie w opiece.
- A. Tak. Jasne. Dzień dobry. - powiedziałam i postarałam się uśmiechnąć. Choć wyszedł raczej jak grymas. Westchnęłam ponuro i szepnęłam:
- Głupio wyszło. Może zapomnimy o tej rozmowie i zaczniemy od zera? - chłopak roześmiał się.
- Okej. Witam. Jestem Luciel i mam tu pocztę dla burmistrza Hurt. Mogłabyś mu przekazać, że już jestem? - uśmiechnęłam się.
- Эрхэм Сайн байна уу. Би оронд нь энд байна. Их Эзэн хотын дарга намайг түүний захидлыг аваад асуув. - popisałam się językiem mojego taty. 
- Co? - chłopak zrobił głupkowatą minę. Zachichotałam.
- Nic nie szkodzi. Wybacz chciałam się trochę popisać. Jestem Ran, a burmistrz nie może odebrać poczty i prosił żebym zrobiła to dla niego.
- Aha... Ok. - powiedział i wręczył mi listy. A ja jak gdyby nigdy nic schowałam je pod wycieraczkę.
- Co? - spytał zakłopotany.
- Powtarzasz się. - roześmialiśmy się oboje. Po chwili spojrzałam na zegarek. Była 9:45. Aha. Spoko. Zaraz,co?
- Muszę lecieć! Wybacz, ale praca wzywa! Do następnego! - zawołałam i zasalutowałam żartobliwie. Odwróciłam się i pobiegłam w stronę restauracji. 
<Luciel?>

Od Nicholasa CD Sol

Dziewczyna była całkowicie pijana. Pewnie nawet nie wiedziała dokładnie co się dzieje.
Pozwalałem jej robić co chciała, może po wytrzeźwieniu sobie przypomni i będzie miała nauczkę.
Gdy wreszcie się ode mnie odkleiła, a jako że byłem tylko facetem, to i ja od niej, złapałem ją za ramię.
Gdybym był mordercą, już by nie żyła. Gdybym był jakimś kryminalistą, siedziałaby w jakimś kontenerze, ogłuszona i związana i czekała, aż tatuś wpłaci kaucję. A gdybym był zboczeńcem, to... Chyba jeszcze bardziej by żałowała.
- Odprowadzę cię do domu. - westchnąłem. Nie była zbyt świadoma, więc mogłem darować sobie grzeczny uśmiech.
Wyciągnąłem ją z baru. Podtrzymywałem ją tylko po to, by się nie wywaliła. Nie miałem zamiaru jakoś inaczej jej pomagać, nieść jej czy coś.
Droga była męcząca. Wreszcie doprowadziłem ją przed jej dom i zadzwoniłem do drzwi. Zanim stanął w nich zdziwiony burmistrz, znów przybrałem uśmiech.
- Witam pana Burmistrza, przyprowadziłem pana zgubę. Proszę nie szczędzić ostrych słów gdy wytrzeźwieje, niech ma nauczkę i się cieszy, że trafiła akurat na mnie. - wepchnąłem ją w ramiona zaskoczonego mężczyzny i się wycofałem. Poszedłem do domu, żeby snem przetrawić alkohol

< Sol? Nickuś nie jest aż tak łatwy x3 >

Ran Liryu



Imię: Ran
Nazwisko: Liryu

Wiek: 20 lat

Płeć: Kobieta

Orientacja: Podejrzewa u siebie aseksualność. Dla wyjaśnienia - oznacza to niemożność zainteresowania seksualnego w stosunku do innych osób, a nie niemożność zakochania się

Sympatia: Szczerze mówiąc Ran jest romantyczką. Marzy o zakochaniu się choć na razie się to jej nie przytrafiło.
Aparycja: Jest wysoką i umięśnioną dziewczyną i przez to często sprawia wrażenie wyluzowanej i przyjacielskiej. Ma farbowane białe włosy sięgające do pasa i oczy jak kawałki lodu. Na uszach nosi małe aparaty słuchowe. Jej lekko azjatycka uroda pochodzi od ojca, który był Mongołem. Jej ojciec wyemigrował do Anglii kiedy miał 9 lat. Na studiach (prawo) poznał jej matkę - Catherine. Po paru miesiącach zakochali się w sobie. Przeprowadzili się do Canterbury. Około pięć lat później pobrali się i urodziła im się prześliczna córeczka, którą nazwali orchideą. Jak się okazało Ran miała wrodzoną wadę słuchu. Nie przeszkadzało jej to. Miała swoją rodzinę i to jej wystarczało. W wieku 19 lat pojechała na wymianę studencką i tam została wplątana w ten cały świat. 
Charakter: Ran nie lubi muzyki i hałasu. Związane jest to z jej częściową głuchotą i jej aparat słuchowy nie wyodrębnia od siebie dźwięków w hałasie. Denerwuje ją też gdy inne osoby mówią zbyt szybko. Nie nadąża wtedy za ich ruchem warg. Kiedy jest w restauracji ukrywa to wręcz doskonale. Ran lubi ciszę, książki i łamigłówki. Jej ulubionym daniem są lody cytrusowe. Z natury jest pesymistką. Skrycie marzy o różnych, cóż dosyć dziwnych rzeczach.

Rola: Mieszkaniec
Praca: Właścicielka restauracji "Lotos"
Głos: Miyo
Umiejętności:
Nawet ślepy, by stwierdził, że jej kuchnia nie ma sobie równych. Jej restauracja jest najsłynniejszą w naszym miasteczku. 
Świetnie czyta z warg, ale nie ma w tym nic dziwnego.
Dobrze kaligrafuje.
Kiepsko śpiewa.
Ciekawostki: 
- Ma bardzo dobry wzrok. 
- Nie lubi myć zębów i lubi camembert.
- Jej ulubioną piosenką jest Pink Fluffy
- Unicorn Dancing on the Rainbow. 
- Skrycie marzy o spróbowaniu ludzkiego mięsa.
- Próbowała przez tydzień być weganką, ale stwierdziła, że zbyt kocha mięso.
- Jej ulubionym kolorem jest czekoladowy brąz, ale zawsze mówi, że to czerń.
- Czasami miewa "załamania" i wtedy przestaje myśleć co jest właściwe, a co nie.
 Nie pamięta co wtedy robi i czasem martwi się, że może zrobić coś złego.
- Jest świetna w gotowaniu.
Kontakt: Morille

Od Sol CD Nicholas

"O mój boże... Jestem okropna..." mówiłam sama do siebie, w myślach, próbując czytać książkę. " Mogłam zapytać, zatrzymać się..." Walnęłam głową w książkę, zdając sobie sprawę z tego, że zamiast czytać, przesuwam wzrokiem po słowach. Odłożyłam książkę i wstałam. "Znajdę go!" pomyślałam i pobiegłam go szukać.

Skradałam się za mężczyzną, próbując nie zwracać na siebie uwagi. Wreszcie kiedy wszedł do kawiarni, podążyłam za nim, jednak mnie od razu zauważył.
- Tajemnicza, śledzisz mnie?
- Tajemnicza? To moje nowe przezwisko? - zwykle byłam bardzo śmiała, ale teraz nie potrafłam za dużo powiedzieć.
- Nie odpowiedziałaś na pytanie - mężczyzna podniósł brew i uśmiechnął się do mnie.
 Zamyśliłam się.. Powiedzieć mu prawdę, czy jak zwykle skłamać? Wiedziałam, że muszę go przeprosić... To napewno.
- Nie wiem... Podążanie za tobą to śledzenie? Nie wydaje mi się... -  odpowiedziałam wreszcie, śmiejąc się - Wiesz... Znam fajną miejscówkę. Idziemy?
- W porządku - zgodził się chłopak ciągle się uśmiechając - Prowadź.

Byliśmy w małym, ale fajnym barze. Jak to w takich miejscach, był blat, a obok niego wysokie stołki. Ogólnie atmosfera miła. Usiadłam z nim przy blacie i zamówiliśmy piwo.
- Czekaj... Jesteś pełnoletnia? Nie chce mieć jakiś spraw potem - zapytał, tym razem zupełnie na poważnie.
- Pewnie - uśmiechnęłam się i zaczęłam rozmawiać z nim o książkach, filmach i innych ciekawych tematach.

Po piątym piwie zaczęło mi się kręcić w głowie. Nie chciałam się jednak przyznać, że to mój pierwszy raz, dlatego zamówiłam kolejną szklankę.
Po siódmej już bredziłam. Zaciągnęłam chłopaka di łazienki. Spojrzałamw jego oczy i w mojej głowie pojawiły się dziwne myśli.
- Przystojny jesteś, wiesz o tym? - wybełkotałam i zaczęłam go całować. Usiadł na długim blacie z umywalek, a ja zawiesiłam się na nim, nie odrywając ust od jego twarzy. Całowaliśmy się coraz namiętniej, coraz goręcej. Wreszcie mój język wylądował w jego ustach. On gryzł moje wargi,a ja jego. To mogło się nigdy nie kończyć, jednak trzeba było... Jeszcze ktoś by wszedł do łazienki i co wtedy?
- Dobry jesteś - wybełkotałam, nadal pijana i zadyszana
<Nicholas?>
^