Od Elizabeth CD Carmine

Carmine okazała się być morderczynią, tak samo jak ja. Szybkim krokiem zaczęła zbliżać się do nieznajomego mordercy, gdy była już przy nim, zamachnęła się i wbiła nóż w jego plecy, łamiąc mu żebra.
Dała mi wyraźny sygnał, bym wykonała swój ruch. Oho, nie sadziłam, że tak łatwo dałam się wykryć. 
- Już chcesz to zakończyć? Tak s z y b k o? - pytanie retoryczne, nie oczekiwałam odpowiedzi 
Wyjęłam mój pistolet i ustawiłam odpowiedni nabój. Ten z szybkim środkiem usypiającym był idealny. Szybko, acz dokładnie wycelowałam w ramię mężczyzny. Nabój przeleciał blisko dziewczyny, gdybym chybiła kilka centymetrów, to ona została by postrzelona. "Na szczęście" od środka usypiającego by nie umarła. Nieznany zabójca szybko osunął się na ziemię. Zaczęłam podchodzić do dziewczyny. 
- I już? Tak szybko? - głos dziewczyny był niezwykle sarkastyczny
Musiała czuć się nieco znudzona pokazem moich umiejętności. Dla mnie zabawa jeszcze się dobrze nie rozpoczęła. Uklęknęłam przy naszej ofierze i sprawdziłam jego rany. Na pewno jeszcze żył. Płuca, na szczęście (a jego nieszczęście) były całe, podobnie jak inne organy. Nie wiem, czy powinnam to nazwać fartem lub niezwykłym pechem, ale żeby tak złamać żebra i to w takim miejscu, by nie stało się nic poważnego to trzeba mieć prawdziwy talent. 
- Żyje - powiedziałam z satysfakcją w głosie
- Mam go dobić, skoro ty nie potrafisz? - Carmine już się zamachnęła, by wykonać ostateczny cios
- Nie. Jeszcze ma żyć. To dopiera gra wstępna. - powstrzymałam jej cios - Ktoś na nas poluje. I on prawdopodobnie wie, kto to. Chcę to z niego wyciągnąć i przy okazji się trochę zabawić. A ty nie chcesz się tego dowiedzieć?
- Zbytnio mnie to nie obchodzi. A co proponujesz?
- Jak już mówiłam, zabawę. Niedaleko stąd jest moja pracownia i tam jest idealne miejsce na to, jeśli oczywiście masz ochotę. - w moich oczach pojawiła się iskierka ekscytacji, a na ustach zagościł szalony uśmiech
- Zależy jaką zabawę proponujesz – w jej głosie pojawiło się zaciekawienie 
- Lubisz tortury? – spytałam – Patrzeć na czyjeś cierpienie? Albo może chcesz go jakoś inaczej wykorzystać? 
Nie oczekiwałam odpowiedzi. Lekko opatrzyłam ranę nieprzytomnego, by się nie wykrwawił. Podniosłam go i jedną jego rękę ułożyłam tak, żeby wyglądał jakby mnie przytulał. Zorientowałam się, że jeszcze się oficjalnie nie przedstawiłam dziewczynie. Skoro już zna moje prawdziwe imię i wie, że jestem mordercą, to nie chciałam robić sobie z niej wroga.
- Nie przedstawiłam się wcześniej. Nazywam się Elisabeth, co już wiesz, ale jak chcesz to możesz mówić mi Elly. Inni zabójcy mówią na mnie Nikiel, dlatego w takich sytuacjach jak ta używaj tego pseudonimu – odwróciłam się plecami do niej; gdyby chciała mnie zabić, to już by podjęła tego próbę, więc o to się nie martwiłam – I mam do ciebie malutką prośbę. Nikomu nie zdradzaj kim jestem, dobrze? Nie chcę, byś musiała tego pożałować. 
Zaczęłam iść przed siebie. Do wybudzenia chłopaka pozostało może około czterdziestu minut, a ja musiałam jeszcze wszystko przygotować. Stanęłam na chwilę, by zobaczyć, czy moja nowa znajoma podąży za mną.
- To idziesz czy nie? 

< Carmine? >

Od Carmine CD Viktoria

Zaśmiałam się, widząc jej próby.
- Bywasz w miejscach, gdzie nie powinno cię być, masz troszku opóźniony zapłon i zabijasz, dając się zranić, a do tego nie radzisz sobie z opatrunkiem? Jakaś ty urocza, młoda... - z uśmiechem starłam rękawem klejącą się i przeszkadzającą kropelkę krwi ze swojego policzka. A może był to fragment mózgu, po rozkwaszeniu go cegłą?
- Wal się. - syknęła, dalej męcząc się z kawałkiem materiału. Podeszłam do niej z milutkim uśmiechem.
- Ale ale, jak ty się zwracasz do starszych? - zwinęłam jej nóż i zaczęłam bawić się nim, przekładając go między palcami. - Może... Pomóc ci z tym bandażem? Wiesz, jak taka dobra, starsza siostra.... - zachichotałam, podchodząc coraz bliżej. Nachyliłam się nad nią, i lekko dźgnęłam ją palcem. - A może... Chcesz się pobawić....? - oblizałam wargi. Tak, zachciało mi się bawić. A takie dzikie osóbki są zabawne. Kij że baba.
Złapałam ją za nadgarstek, najpierw za jeden, potem za drugi, i uśmiechnęłam się upiornie.

< Viktoria? Nie wiesz, jeszcze, co może się stać... To tylko taka, hmmm.. Wersja demo xD >

Od Viktorii CD Carmine

Nosz do cholery! Mam to gdzieś że uważa że jestem za młoda. Podążałam za nią, weszły do ciemnej uliczki. Zorientowałam się co chcę zrobić, chce ją zabić. Patrzyłam jak powoli ją zabija, najwidoczniej sprawiało jej to przyjemność... Ja też często to robiłam ale nie potrafiłam patrzeć jak ktoś morduje. Dziwne? Też tak myślę. Nagle poczułam znajome odczucie czyjejś obecności.  Odwróciłam się, błyskawicznie wyciągając nóż. I to uratowało mi życie. Była to dziewczyna  w wieku może... 20 lat? Coś koło tego. Rzuciła się na mnie bez ogródek, próbując wycelować w gardło. Nie musiałam się jakoś specjalnie wysilać. Nie trafiła w gardło tylko w ramię. Nie była to głęboka rana ale bolała... Całe szczęście że mogłam operować drugą ręką.

-Co tu robisz?- warknęła do mnie kobieta- bo jakoś nie widuję Cię tu codziennie

-A może powiesz mi co TY tu robisz?!- podczas tych słów, zdrową ręką wbiłam jej nóż w brzuch i ciągnęłam w górę - To powiesz? -uśmiechnęłam się chamsko

-W...Wy..peł..nia..m s..sw...oj..e z...z..ad..a..n..ie... -powiedziała urywanym głosem, a ja kiedy widziałam jak osuwa się już bez życia, zaśmiałam się.

Wytarłam nóż i rozerwałam kawałek mojej bluzki aby zabandażować ranę. Teraz się zorientowałam  że ta.. Carmine? Czy jak jej tam przygląda się temu wszystkiemu.

-No co?! -warknęłam, kiedy nieudolnie bandażowałam krwawiące ramię...

>Carmine? :3<

Od Nicholasa CD Sol

Kolejne spotkanie. Sporo osób nazwałoby to zapewne przeznaczeniem, ale dla mnie to po prostu przypadek. Zdarza się.
- Nicholas. - odpowiedziałem krótko. Skierowałem się do domu, słysząc, że idzie za mną. Nie było daleko,  więc chyba nie zamarzła po drodze. W każdym razie, gdy weszliśmy do środka, rzuciłem jej gościnne kapcie - tak, mam coś takiego, i sam się dziwię.
- Siadaj na kanapie w pokoju. - powiedziałem, ściągając bluzę. - Tylko uważaj, może tam leżeć drewno, względnie jakiś śrubokręt. - dodałem pół serio. Naprawdę czasem leżało tam takie coś... Ale rozpierduchy nie ma, o nie
Najpierw poszedłem do szafy. Znalazłem tam jakiś koc. Wróciłem się i jej go rzuciłem, uważając, by nie strącić żadnej z figurek ustawionych na półkach przy drzwiach. Sporo się napracowałem by wyrzeźbić te wszystkie zwierzęta, kwiaty i drzewa,  a niektóre były bardzo delikatne....
Poszedłem do kuchni. Co lubią istoty płci słabej? Emm... Kakao? Jak nie, to ma pecha.
Sobie zrobiłem mocną kawę. Gdy mleko się podgrzało wlałem je do kubka i dodałem proszek. Zamieszałem i zaniosłem jej napój, po czym pijąc kawę usiadłem na fotelu.

< Sol? >

Od Sol CD Nicholas

Otworzyłam powoli oczy. Nie pamiętałam poprzedniego wieczoru. Wiedziałam tylko, że poszłam z obcym facetem do baru i... piłam... Schowałam twarz w dłonie. Już wiedziałam, czemu głowa mnie tak bolała. Zeszłam do kuchni i stanęłam tuż przed tatą.. Tak jak zawsze czytał gazetę, jedząc chleb z masłem.
- Tato? - zapytałam z widocznym przerażeniem, nie wiedząc jakiej odpowiedzi mam się spodziewać - Co się stało wczoraj wieczorem?
- Poczekaj... - odpowiedział ojciec, nie odrywając wzroku od gazety.
- Nie, tato! Nie poczekam! - krzyknęłam na niego - Muszę wiedzieć, co się stało w barze!
Stałam nad nim i oddychałam ciężko. Miałam dosyć tego, że zawsze mnie ignorował. Że go nie obchodziłam. Burmistrz odłożył kanapkę i spojrzał na mnie wzrokiem pełnym złości.
- Nie krzycz na mnie młoda damo! Czy ja ci coś zrobiłem?! Nie! To nie moja wina, że matka zginęła!
- Właśnie! Nie twoja! - krzyknęłam od razu - Nie masz powodu, żeby się o to obwiniać!
Tata nie odpowiedział. Słychać było nasze szybkie oddychanie i bicie serc. Obydwoje mieliśmy oczy zalane łzami. Spodziewałam się, że nagle mnie złapie i mocno przytuli, ale oczywiście... Westchnął i wyszedł. Tak po prostu. Z moich oczu poleciało jeszcze więcej łez. Złapałam kurtkę i zakładając ją, wybiegłam z domu. Nie przejmowałam się, tym że nie mam na nogach butów. Biegłam przed siebie, zalana łzami i nie zważałam na nic. Myślałam tylko o tym, co się stało przed chwilą. Nagle a kogoś wpadłam. Oboje leżeliśmy na śniegu i marzliśmy. Po dłuższej chwili spojrzałam na osobę, którą przewróciłam. Był to ten sam chłopak przy którym się upiłam.
- Przepraszam... Nie zauważyłam cię - powiedziałam speszona, a on spojrzał znacząco na moje nogi - Nie zdążyłam założyć butów... - schowałam stopy.
- Dobrze... Chodź - chłopak wstał i wyciągnął do mnie rękę, a ja się na niej podciągnęłam. Spojrzałam na swoje czarne leginsy. Były całe w śniegu, czego nie dało się nie zauważyć. Otrzepałam się, ale zostały mokre plamy - Zaprowadzę cię do twojego domu.
- Nie. Nie chcę tam wracać.
- Dlaczego?
- Miałam małą sprzeczkę z tatą - odpowiedziałam, patrząc na gołe stopy, które powoli mi zamarzały.
- Chciałabyś pójść do mnie? - zapytał chłopak po długim namyśle.
- Dobrze - zgodziłam się - Jestem Sol

<Nicholas? Uda mi się <3>

Od Carmine CD Elizabeth

Przechyliłam głowę, przez kilka chwil przyglądając się mężczyźnie, nie mając pojęcia kto to. Ale, zaraz zaraz...
- A! Już wiem! To ty byłeś wczoraj z tym, z tym... No, z tym gościem! - zaczęłam gestykulować, co wyraźnie zbiło go z tropu, tak samo jak to, że go nie poznałam. - I był z wami ten taki w garniturze, wyglądał na ważnego... - wykonałam kilka małych kroczków w bok, i niezauważenie zgarnęłam nóż. - Twoi kumple wiedzieli, że przystają z mordercą? Chyba że tylko ten szaraczek nie był zabijaką, bo ani broni nie miał, ani się tak nie zachowywał.... - uporczywie wpatrywałam mu się w oczy. Widziałam, że na moment się zawahał. To moja szansa.
- Kto cię na mnie nasłał? Jego zrozpaczona żona, która musiała rozpoznać pokiereszowanego trupa? - tym razem na jego twarz wpłynął wyraz zaskoczenia. Szybko zerknęłam w tył, na moją towarzyszkę. Byłam pewna co do jej profesji, zdradzały to jej szybkie ruchy. Teraz stała w jakby przyczajonej pozie, chowając obie dłonie. Aha, czyli ma broń. Punkt dla nas. A teraz szlifujmy jego zaskoczenie.
- Czyli go jeszcze nie znaleźliście? - teatralnie zakryłam usta dłonią. - Oh, przepraszam. Myślałam że już go znaleźliście...  - krok za krokiem, w jego stronę. Raz, dwa, raz, dwa... Jeszcze tylko kawałeczek...
Nagle facet wykonał nagły ruch dłonią, uskoczyłem dosłownie w ostatniej chwili, kula odbiła się od ściany. Już jestem przy nim, teraz zamach... Oj, troszku za mocno. Nóż wszedł głęboko, ale krzywo. Słyszałam trzask kości...
Puściłam dziewczynie oczko. No, działaj, chyba rozpoznasz sygnał?

< Elizabeth? >

Od Ran CD Luciel

W tym momencie tylko jedna myśl mi przyszła do głowy. WHAT THE F*CK?! A mama zawsze mówiła "Nie można mieć ciasta i zjeść ciasta." Zaraz... Tylko co to ma do rzeczy?
- Zdajesz sobie sprawę, że istnieją lepsze sposoby na zaproszenie dziewczyny? - spytałam śmiało. Byłam z tych osób co wolały chować strach za odwagą. Zresztą nigdy nie byłam dobra w okazywaniu uczuć. Mężczyzna jeszcze raz przejechał nożem po moim ramieniu. I wtedy go poznałam. 
- Wiem. - powiedział i powtórzył czynność.
- I wiesz, że jak będziesz mnie tak trzymał to nigdzie nie pójdziemy? - odpowiedziałam żartując delikatnie. Zaśmiał się.
- Wiedziałem, że to będzie ciekawe. 
- Miło mi, że jestem taką rozrywką. - prychnęłam. Wciąż się bałam - mimo wszystko jestem tylko człowiekiem. Jednak sama świadomość, że to Luciel jakoś mnie uspokajała. Nie wiedziałam czemu, ale świadomość, że to ktoś znajomy... Nawet nie wiedziałam czy zrobi mi krzywdę czy nie. Na serio - czy mój mózg musi być tak porąbany?! Chłopak przekrzywił głowę jakby się nad czymś zastanawiał. W końcu mnie puścił. Westchnęłam w duszy. Nagle przyszedł mi do głowy pewien pomysł. Cóż... Czemu niby nie? Wskazałam na drzwi do Lotosa.
- Nie chciałbyś wejść?

<Luciel?>
^