Od Carmine CD Amin

Uhhuhu, dżentelmen w każdym calu. Naprawdę, prawdziwe wyzwanie
Usiadłam, chwyciłam w wolną dłoń drugi kieliszek z winem,  po czym wstałam. Ruszyłam w jego kierunku.
Cofnął się o mały krok. Na szczęście tylko o jeden, nie miałam ochoty go gonić.
Wsunęłam mu kieliszek w dłonie. Swój uniosłam i w skupieniu upiłam mały łyk, uparcie patrząc mu w oczy. To zawsze działało...
Nie zawiodło mnie i tym razem. Automatycznym ruchem również się napił, połykając całe wino w kilku łykach. Wtedy skierował się do stolika, by odstawić naczynie... Dokładnie jak chciałam.
Stał teraz przy łóżku, a ja oddzielałam go od reszty pokoju. Teraz nie miałam nic przeciwko temu, by się cofał.
Odstawił kieliszek i odwrócił się do mnie. Stałam tuż za nim, bardzo blisko. Z bliska wyglądał jeszcze lepiej..
- Powiedz, tak bardzo obrzydza cię myśl o mnie? - zrobiłam najbardziej rozpaczliwą minę, na jaką było mnie stać. Również odstawiłam kieliszek i oblizałam wargi.
Jeszcze jeden krok, i z udawaną nieśmiałością położyłam dłonie na jego piersi. Powolutku spychałam go na łóżko...
Wreszcie na nie opadł, z oczami okrągłymi ze zdziwienia. Jakie to zabawne, że tak potężny, silny mężczyzna poddaje się słabej kobiecie... Ale to też urocze.
- Przystojniak z ciebie...  Mała próba nie zaszkodzi, nie?

< Amin? x3 >

Od Amina CD Carmine

Obudziłem się rano rześki i wypoczęty. Wyszedłem z łóżka i ruszyłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic i owinięty ręcznikiem w pasie oraz drugim narzuconym na włosy poszedłem się w coś ubrać. Myślę, że granatowe jeansy i gładka jasna koszula to dobry pomysł. Zapiąłem mankiety i boso zszedłem na dół do jadalni. Przywitałem się ze wszystkimi i usiadłem do śniadania. Już dawno kazałem usunąć bogato zastawiony stół i podać tylko odpowiednią porcję. Postanowiłem zjeść cynamonowe płatki z mlekiem, wypić szklankę soku a potem iść poćwiczyć łucznictwo.

Po treningu około godziny 12 zszedłem na drugie śniadanie i herbatę.
-Mam dziś dla Ciebie niespodziankę Paniczu-Zwrócił się do mnie mój osobisty kamerdyner nalewając mi herbaty.
-Cóż to takiego przyjacielu?
-Dziś staniesz się mężczyzną.
-To znaczy?-zdziwiłem się.
-Zobaczysz. Na razie się tym nie przejmuj i zajmij się ulubionymi czynnościami.
-No dobrze.-Odparłem i wstałem do psów. Cały dzień spędziłem na spacerze po mieście i wizycie w prywatnej bibliotece. Pod wieczór zawołano mnie pod drzwi mojej sypialni.
-Czeka na Ciebie kobieta Paniczu, zadba o Ciebie i zadowloli. Będziesz się czuł dobrze, to profesjonalistka.
-Co? Co masz na myśli?! Ja nigdzie, ej...!-Wepchnęli mnie do pokoju gdzie na łóżku leżała piękna kobieta, w moim wieku. Miała niezwykłe włosy, jednym słowem była piękna. Patrzyłem na nią chwilę zdziwiony a potem szybko wyprostowałem się i przywitałem ją z uśmiechem.
-Dobry wieczór Pani. Chyba zaszło jakieś nieporozumienie. Cóż... Hm, chyba nie skorzystam z Pani usług.
-Nie podobam Ci się?-Zapytała tylko głośno.
-Nie, skądże. Jest Pani taka śliczna i piękna.
-Więc w czym problem? Rozluźnij się i pozwól mi działać.

Co? W co oni mnie wpakowali?!

<Carmine?>

Od Carmine CD Amin

- Uh, ale ciemno... - mruknęłam sama do siebie, zagryzając wargę. Właśnie polowałam na jakiegoś nadzianego dupka, by zręcznie pozbawić go sporej sumki, a może i całego portfela. Albo życia. Zależy, jaki będzie, hmm...
Obiema dłońmi przytrzymywałam na głowie cieniutki szal, dający mimo wszystko sporo ciepła. Strasznie wiało, przemarzły mi uszy... Niewdzięczna praca.
Podczas gdy dreptałam po chodniku przy głównej drodze, a latarnie dawały stanowczo zbyt mało światła, usłyszałam za sobą cichutki szum opon na drodze. Zbliżał się do mnie, a gdy kątem oka zauważyłam, że się ze mną zrównał, zwolnił. Jechał teraz tuż obok mnie.
Mmm, ładne auto, wygląda bogato... Zza czarnych szyb co prawda nic nie widać, ale najwyraźniej ten ktoś ma coś do mnie.
Zatrzymałam się, samochód również. Okno otworzyło się bezszelestnie. Za kierownicą siedział taki łysol w ciemnych okularach... Koleś, ty coś wogóle widzisz?
- Czysta? - padło pytanie. Wskaźnik wartości natychmiast poszybował w górę, takie pytanie pada rzadko... Ale mnie osobiście to obraziło
- Oczywiście że tak! - prychnęłam. Niby tylko pytanie, ale o dziewuszkę z jakimś paskudztwem łatwo, ja bym sobie nigdy na to nie pozwoliła... - Jestem warta swojej ceny!
- ...Wsiadaj. - uaaaa, ale gadatliwy! Ale autko i tak fajne, więc będę tak łaskawa i wsiąde.
Gdy tylko zamknęłam za sobą drzwi, pojazd ruszył
- Dokąd jedziemy?
- Potraktuj to jako zadanie specjalne. Młody, niedoświadczony mężczyzna. - po tych krótkich wyjaśnieniach wnioskowałam, że pewnie facet jest brzydki jak noc, a to jego sługus. Aaaale, gdy wymienił kwotę, użyłam swojego najpiękniejszego uśmiechu. O taaak, tak może być. To takich pięć, sześć grubych portfeli plus biżuteria... - Oczekiwana jest pełna dyskrecja.
- Tak, tak. Nigdy nie zdradzam żadnych szczegółów.. - machnęłam ręką. Nie miałam nawet komu tego zdradzać.

Po kilku minutach jazdy moim oczom ukazała się spora hacjenda. Było coraz ciekawiej
Prowadzono mnie przez wielkie korytarze, do jeszcze większego pokoju. Śliczne łóżko... Ale moje i tak lepsze. Te słupki i rzeźbienia nie są w moim stylu.
Miałam się rozgościć, usiąść i poczekać. No spoko.
Zrzuciłam buty i szal, doprowadzając do porządku gruby warkocz, spleciony ze wstążkami. Karminowymi, odpowiadającymi mojemu imieniu...
Na szafce obok łózka stała karafka z czerwonym winem, i dwa pięknie zdobione kieliszki. Szkło, w drewnianej oprawie, zdobione srebrem...? Ciekawe.
Nalałam wina do obu. Jeden ujęłam delikatnie w palce i upiłam kilka łyków. Wyśmienite...
Opadłam na łóżko, na wpół leżąc i opierając się na łokciach. Uniosłam kieliszek i obserwowałam refleksy, jakie światło lampy zostawiało w trunku....
Drzwi się otworzyły, usłyszałam strzępki rozmowy. Najpierw weszła jakaś baba, to znaczy postawiła stopę w progu, i zaraz się cofnęła, wpychając do środka mężczyznę...
Uuu, wcale nie jest brzydki... Nawet... Przystojny, mrrr....

< Amin? Opko w tempie ekspresowym ^^ >

Amin Samiya



Imię: Amin

Nazwisko: Samiya
Wiek: 27 lat
Płeć: Mężczyzna
Orientacja: Heteroseksualny
Sympatia: Szuka partnerki życia
Aparycja: Jest wysokim, dobrze zbudowanym mężczyzną. Mierzy 192cm i waży 82kg. Ma czarne, kręcone włosy, oraz zarost na twarzy w tym kolorze. Jest wysportowany i umięśniony. Tym co przykuwa uwagę są jego oczy, bardzo jasne w odcieniu szarości. W jego rodzinie wierzy się, że dziecko z takimi oczami jest potomkiem księżyca. Czaruje ludzi swoim uśmiechem i spojrzeniem "magicznych" oczu. 
Charakter: Jest bardzo rodzinny, lubi ludzi i zwierzęta. Każdą kobietę traktuje z szacunkiem, obojętnie kim by była. Przyjazny i z reguły pomocny. Lubi dzieci i czasami się z nimi bawi. Jest pozytywnie nastawiony do świata, do każdego się uśmiecha. Kiedy potrzeba jest poważny, jeśli coś go rozbawi to się śmieje, nie jest zbyt skomplikowany. 
Rola: Mieszkaniec
Praca: Nie musi, choć szuka jakieś pracy
Głos: Damien Dawn
Umiejętności: Wytresowali go, aby umiał: 
-grać na skrzypcach, fortepianie i flecie
-wydawać z siebie przyjemne dla ucha dźwięki (śpiew)
-poruszać się zgrabnie na parkiecie
-bronić się
-atakować nożami
-w razie czego szybko i daleko uciekać
-porozumiewać się w 5 różnych językach
-jeździć konno
Dodatkowe informacje: 
-szlachetnie urodzony panicz
-ma swojego sługę
-jest bogatszy niż burmistrz
-jest prawiczkiem
-podróżnik
-jest bardzo za ochroną dzikich zwierząt
-ma swoje ukochane psy - Parys i Chichiro Parysik <3
-ma tylko jedno płuco
-lubi pomarańcze
-jest jedynakiem
Kontakt: uzaleznieniec@gmail.com

Od Carmine CD Elizabeth

- Hmm, teraz? Nie wiem.... Ale skoro klub otwarty, to może chwilkę tu pomyszkuje, a potem do domu... Albo i już do domu, bo muszę sukienkę wyprać.. - westchnęłam. Dużo będzie roboty, wszystkie suknie prałam ręcznie. - Tak więc, mykam. Może się jeszcze spotkamy, może w takich okolicznościach, jak dzisiaj, albo jako wrogowie... W tym mieście nic nie jest jasne. - pomachałam jej, i lekkim krokiem ruszyłam do domu. Byłam troszkę zmęczona, chciałam się rozebrać, nażreć się słodyczy, napić ciepłej herbatki i położyć do łózka. Potem może jeszcze poczytać, i wreszcie iść spać, tak wcześnie nad ranem.

Po raz kolejny rozebrałam się już na wejściu. Nikt nie mógłby mnie podglądać, zasłony były zasunięte, a do tego grube, ciemne i ciężkie. A nawet jeśli komuś by się udało zobaczyć mnie nago, nie obchodziło mnie to. Być widzianą nago, gdy ma się tą pracę? Błagam, to przecież codzienność. Najwyżej ktoś by miał miły czas, i to za darmo.
Poszłam szybciej niż myślałam, bo zaraz po wrzuceniu sukienki do odplamiacza i zjedzeniu rogalika. I znowu wstałam późnym popołudniem, i wybrałam się na poszukiwanie potencjalnych klientów...

< Elizabeth? Jako że brak pomysłu na teraz, to w bliskim czasie możesz oczekiwać klientki... Tak więc proszę poćwiczyć szycie bez blizn.. x3 >

Od Elizabth CD Carmine

Ta noc była naprawdę ciekawa. Jedyną rzeczą, o której udało nam się dowiedzieć o mężczyźnie był jego pseudonim - Bone. Jakże prosto, nieoryginalnie i beznadziejnie. Nie miałyśmy nic innego do wyboru, jak spełnić groźbę Carmine. 
- To co z nim zrobimy? - spytałam
Było około godziny trzeciej trzydzieści. Byłam już delikatnie zmęczona, bo zazwyczaj kładłam się koło północy a wstawałam koło piątej. Tymczasem dziewczyna wyglądała na dość żywą, tak, jakby ta godziny działała na nią pobudzająco. 
- Możemy go zabić. - uśmiechnęła się szeroko, kładąc nacisk na ostatnie słowo.
- Bez sensu. - zapadła chwila ciszy - Wiem. Niech on będzie wiadomością.
Otworzyłam jedną z szafek, gdzie znajdowało się wiele małych pojemniczków. Każdy z nich był oznaczony jakąś literką bądź numerem, ale tylko ja wiedziałam, co one oznaczają. Do tego każdy był innego koloru. Wybrałam ten jasnozielony z podpisem "C7I". Co oznaczał ten napis? Zupełne nic. Losowe litery. Nabrałam ciesz do strzykawki i wbiłam ją w ramię mężczyzny. Nic nie powiedział; nawet, gdyby chciał, to by nie mógł. Podczas jednej z 'zabaw' stracił język.
- Co to? - spytała Carm
- Trucizna - uśmiechnęłam się - Zabije go w przeciągu trzech dni.
Dziewczyna odwzajemniła uśmiech. Teraz wystarczyło nam tylko zostawić wiadomość. Wybrałyśmy do tego jego plecy. Moja towarzyszka się tym zajęła. Wiadomość była bardzo prosta: ,,Czekamy na was. Nie wygracie.". Nie podpisałyśmy się, zabójcy tacy jak on zazwyczaj mieli dużo klientów i celów, co było jednoznaczne z groźbą dla innych morderców w tym mieście. Zadbałyśmy o to, by Bone nie mógł także napisać, przez kogo został złapany. Jedyne, co mógł zrobić to wrócić do swojego zleceniodawcy.
Związałam mu oczy i pozbawiłyśmy go przytomności, a następnie wywiozłyśmy go tam, gdzie się po raz pierwszy spotkaliśmy. Potem oddaliłyśmy się od tego miejsca i przez przypadek dotarłyśmy pod jakiś jeszcze otwarty klub. 
- Co zamierzasz teraz zrobić? - spytałam Carm, a zaraz po tym ziewnęłam.

<Carmine? Też nie miałam pomysłu co napisać...>

Toby Monsuro

Imię: Toby
Nazwisko: Monsuro
Wiek: 16 lat

Płeć: Mężczyzna

Orientacja: To jego wielka tajemnica

Sympatia: Nie da się wymienić konkretnej osoby

Aparycja: Chłopak ma 184 centymetry wzrostu i waży 70 kilogramów. Swoją figurą przyciąga wiele dziewczyn, jak i chłopaków. Ma piękny kaloryfer, a na nim trochę włosów. Jest bardzo przystojny. Ma ciemne oczy i jego brązowa grzywną jest pociągnięta w górę. Zwykle chodzi w czarnych spodniach z dziurami i koszulką, ale może mu się zdarzyć wyjść odsłaniając swój sześciopak.

Charakter: Chłopak zawsze ma przy sobie swoją, wierną mu paczkę. Nie interesuje go, czy która jest mordercą, a ktoś inny zwykłym mieszkańcem. Nigdy by ich nie zabił, bo przyjaźnią się od pierwszego roku życia. Tak jakby... 
Toby jest przywódcą wszędzie. Balet w sobie. Jeśli ktoś mu podpadnie, zginie. Za godzinę, jutro, za miesiąc... Nie ważne. On zginie. Chłopak często znajduje sobie dziewczyny na jedną noc, a potem ją zabije.
Jest rozpuszczony, przez swoich rodziców, dlatego jest zadufany w sobie.

Rola: Wielopokoleniowy morderca
 Praca: Nie jest mu potrzebna praca. Wszystko mogą mu załatwić rodzice
Umiejętności: Świetnie udaje i kłamie. Oprócz tego ma piękny głos i jest bardzo wysportowany. Uwielbia koszykówkę. Jest świetny w uwodzeniu dziewczyn i oczywiście w łóżku.o

Dodatkowe informacje:
- Ma surinamskie korzenie
- Ma dużego
- Jego Kiełek
- Pali, pije, wszystko naraz
- Zabija głównie pistoletami i nożami, ale czasami zdarzy mu się zamordować gołymi rękami.
Kontakt: Anabellak
^